REKLAMA

Bez odpowiedzialności za przeżyty horror?

foto: użyczone

Były szumne zapowiedzi i straszenie prokuraturą. Dziś okazuje się, że głośna sprawa psów z Dzikowca prawdopodobnie nigdy nie trafiła na biurko prokuratora.

O tej sprawie było głośno nie tylko w lokalnych, ale i ogólnopolskich mediach. W maju wolontariusze Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt odebrali 15 czworonogów z domu pana Krzysztofa z Dzikowca. Wówczas skończył się nie tylko horror mieszkańców, ale i zwierząt. Zwłaszcza, że pod jednym dachem ze zwierzętami mieszkały dwie kobiety z dwójką małych dzieci, a warunki, w jakich trzymano zwierzęta wołały o pomstę do nieba.
Zabrali zwierzęta
2 maja wszystko się zmieniło. - Chodziłem dosłownie po gównach, które miały 40 cm. Te psy nie były wysterylizowane, rozmnażały się i zagryzały między sobą. Szczeniaki były zagryzane. Zabraliśmy 15 psów. Wszystkie suki były w ciąży. Kopulowały się tam jak tylko mogły między sobą. Jeszcze chwila, a zamiast 15, byłoby 60 psów. Właściciel wyrzucał nam te psy przez okno. Grzyb, syfilis i pchły. Zwierzęta były pogryzione i zarobaczone. One przez kilka lat nie wychodziły z pomieszczeń. W domu czuć było niesamowity odór amoniaku. Jeszcze takiego czegoś nigdy nie widziałem - opowiadał nam wówczas Konrad Kuźmiński z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt o swojej wizycie w Dzikowcu.
Mieli ponieść odpowiedzialność
Horror się skończył, a inspektorzy zapowiedzieli, że nie pozwolą, aby sprawa została zamieciona pod dywan. - Przeciwko właścicielowi zwierząt i wszystkim odpowiedzialnym urzędnikom zostało skierowane do Prokuratora Generalnego zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa znęcania się nad zwierzętami, pomocnictwa oraz niedopełnienia obowiązków służbowych. W sumie 17 osób. Tej sprawy na szczeblu lokalnym załatwiać nie będziemy - grzmiał Kuźmiński.
Po 8 miesiącach
Od zabrania psów z Dzikowca minęło 8 miesięcy. Po wielu próbach kontaktu z Konradem Kuźmińskim (również poprzez innych inspektorów), udało nam się dowiedzieć, co dalej dzieje się w tej sprawie. - Nic się nie wydarzyło. Nie ma aktu oskarżenia. Czekamy na niego. Długi okres od interwencji nie minął, więc jeszcze nie interweniujemy. Nie mamy też informacji o umorzeniu postępowania - twierdzi Konrad Kuźmiński. Inspektor Kuźmiński nie powiedział nam jednak kiedy zostało złożone zawiadomienie. Nie wiemy też kto je złożył, ani gdzie ono wpłynęło. - Chyba do prokuratury właściwej w danym rejonie - mówił niepewnie Kuźmiński. Na pewno żadne zawiadomienie nie wpłynęło jednak do Prokuratury Rejonowej w Kłodzku. Żadnego postępowania w tej sprawie nie prowadzą też mundurowi. Ostatnim zawiadomieniem było to z 2016 r. - Postępowanie było prowadzone w kierunku znęcania. Jednak w 2016 r., zostało umorzone z braku znamion czynu zabronionego, czyli przestępstwa. Nit nie złożył zażalenia. Z opinii biegłego weterynarza warunki w jakich trzymane były psy nie wpływały wtedy na ich stan zdrowia - informowała nas w maju Joanna Pera -Lechocińska, zastępca kłodzkiego prokuratora. Nawet jeżeli zawiadomienie wpłynęłoby do Prokuratury Krajowej to i tak zostałoby przekazane do śledczych z Kłodzka. Chyba, że zawiadamiający zastrzegłby, że nie chce, aby sprawą zajęli się lokalni śledczy. Ale i do tego długa droga. Najpierw trzeba taki wniosek zweryfikować i ocenić go pozytywnie, a to zdarza się bardzo rzadko. Takie wnioski są weryfikowane pozytywnie m.in. wówczas, gdy dana prokuratura była wcześniej wyłączona ze sprawy, a dana sprawa była przekazana innej jednostce lub gdy np. była złożona skarga na prokuratora prowadzącego sprawę.
I nastała cisza...
Po uzyskaniu tych informacji ponownie próbowaliśmy skontaktować się z Konradem Kuźmińskim. Niestety telefonów nie odbierał. Nie odpisał też na smsa z opisem sytuacji i prośbą o kontakt. Udało nam się natomiast skontaktować z Krystyną Pietruszką z DIOZ, która obiecała, że przekaże Konradowi Kuźmińskiemu naszą prośbę o kontakt, a także informację w jakim celu go oczekujemy. Niestety. Nie doczekaliśmy się żadnej odpowiedzi. Jak to mówią z wielkiej chmury mały deszcz. Najważniejsze jest to, że czworonogi zostały zabrane, a mieszkańcy czują się bezpiecznie. Natomiast szkoda, że osoba, która do tego wszystkiego doprowadziła i Ci, którzy mogli zareagować wcześniej, a tego nie zrobili (m. in. wójt Adrianna Mierzejewska) prawdopodobnie nie poniosą żadnych konsekwencji.

Dodaj komentarz

Komentarze dla artykułu (0): Bez odpowiedzialności za przeżyty horror?

foto: pixabay.com

25 stycznia doszło do śmierci w pijalni piwa przy ul. Armii Krajowej w centrum Nowej Rudy. Pomimo to nadal nie ma wyników sekcji zwłok, a tym samym odpowiedzi na pytanie, co się wydarzyło.

foto: pixabay.com

W kuchennej szafce schował 2 kg amfetaminy o wartości ok. 80 tys. zł.

Zamów reklamę

Skontaktujemy się z Tobą

Interesujesz się reklamą w gazecie? Może chcesz wynająć billboard lub promować się na tym portalu internetowym. Uzupełnij poniższe dane, a uzyskasz ofertę dostosowaną do Twoich potrzeb.
Formularz został wysłany.
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. ×