REKLAMA

Szalik od mamy mam do dziś

foto: użyczone

Urodził się i mieszkał w Nowej Rudzie. Potem poszedł w wielki świat, a dziś jest jednym z najpopularniejszych polskich aktorów. Jednak do jego najpiękniejszych wspomnień, zwłaszcza tych świątecznych, należą te z rodzinnego miasta i domu.

Nowa Ruda to Pana rodzinne miasto. Jak wspomina Pan święta rodzinne spędzone w tym właśnie mieście?

W dzieciństwie jak były święta, to zawsze było dużo śniegu. Teraz ten śnieg jest, jak prezent pod choinkę, albo napada, albo nie. A jak już pada to jest go zaledwie centymetr. Kiedyś były prawdziwe śnieżne zimy i święta były śnieżne, a jak takie były to dostawało się pod choinkę szaliki robione przez mamę na drutach lub skarpety. To ogromnie cieszyło, bo wówczas skarpety nie wszędzie można było kupić. A i budżet domowy nie był zbyt wielki. Wspominam bardzo miło święta rodzinne, bo to był piękny czas dla całej rodziny.

Jakie tradycje były kultywowane u Was w domu?

Pełne tradycji. Śpiewaliśmy kolędy, jedliśmy Wigilię. Zawsze było 12 potraw, zawsze był postawiony dodatkowy talerz. Nigdy nikt obcy nie zapukał, ale zawsze ten talerz czekał na tą zbłąkaną osobę. Od naszego domu nigdy się drzwi nie zamykało. Każdy mógł zapukać i zapytać, czy może usiąść i z nami zjeść. Ten talerz miał takie znaczenie całoroczne, bo jeżeli mamy trochę więcej, to należy się podzielić z kimś, kto nie ma nic.

A jaki prezent, który Pan dostał pod choinkę zapisał się najbardziej w pamięci?

Mam do dzisiaj taki prezent. Mojej mamy już nie ma. Patrzy na mnie z góry, ale szalik, który mama mi zrobiła na drutach dawno dawno temu mam do dzisiaj. Jest on tak ciepły, że był idealny na tamte mrozy, ale takich mrozów już nie ma. Nie noszę go, bo można się w nim zagotować, ale jest. Jak są święta, to zawsze go wyciągam i kładę obok. On uosabia tamten czas noworudzki. I mamę i rodzinę i mój kochany Drogosław - noworudzką dzielnicę.

Jak Pan często wraca do rodzinnego miasta?

Pamięcią bardzo często wracam. Jestem po lekturze książki Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, której akcja toczy się na naszym terenie, niedaleko Nowej Rudy w Krajanowie, bo tam dom ma pani Olga. Jak czytałem książkę, czułem się jakbym był na miejscu, w Krajanowie, Nowej Rudzie, Drogosławiu, Kotlinie Kłodzkiej. Cały czas wspomnienia wracały. Myślami jestem tam bardzo często. To moje gniazdo bocianie, rodzinne, więc myślami się wraca, szczególnie jeżeli przychodzą takie dni świąteczne, kiedy zbiera się cała rodzina, kiedy myśli się o tych co są, co odeszli, a z którymi się było. Nowa Ruda jest bardzo głęboko w moim sercu.

Czy Krzysztof Tyniec przyjedzie do nas na święta?

Jakby mnie Pani wcześniej zaprosiła to bym przyjechał do Pani z rodziną, ale nie zaprosiła mnie Pani. Tam już coraz mniej jest nas - Czerwińskich i Tyńców, bo mama odeszła, wujek odszedł, siostra mieszka w Szkocji, więc nie ma już rodziny. Ani w Słupcu, ani w Drogosławiu, ani w Nowej Rudzie. Ale jest gniazdo i są wspomnienia.

Dziękuję za rozmowę

Dodaj komentarz

Komentarze dla artykułu (0): Szalik od mamy mam do dziś

W maju dyrektor kłodzkiego szpitala wystąpiła do wojewody o przekwalifikowanie karetki stacjonującej w Nowej Rudzie. Mamy koniec roku, a wciąż nie wiadomo kto będzie nas ratował - lekarz, czy sami ratownicy.

foto: Internet

Są zmiany w przepisach dotyczących wspólnot mieszkaniowych. Od stycznia większość zrobi wszystko.

Zamów reklamę

Skontaktujemy się z Tobą

Interesujesz się reklamą w gazecie? Może chcesz wynająć billboard lub promować się na tym portalu internetowym. Uzupełnij poniższe dane, a uzyskasz ofertę dostosowaną do Twoich potrzeb.
Formularz został wysłany.
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. ×