REKLAMA

Witaj na Nowaruda24

Robert Sadlak, pseudonim Klamot, który przed miesiącem pobił Artura Czeczota w mieszkaniu jego partnerki w Tłumaczowie nie zamierza chować głowy w piasek. Po tym jak pobity przez niego mężczyzna przyszedł po pomoc do redakcji "Gazety Noworudzkiej", teraz to oprawca mówi, że czuje się pokrzywdzony. Zdaniem Sadlaka do tego pobicia nie doszłoby, gdyby nie groźby jakie otrzymał od Czeczota. - 15 czerwca pan Artur zaczął mi grozić. Zadzwonił do mnie mówiąc, że załatwi nas i łby nam po urywa. Chwilę później wyłączył swój telefon, więc po południu ok. godz. 14.00 pojechałem do niego.

Reklama

40-osobowa grupa z Iwano- Frankiwska (dawniej Stanisławowo) na Ukrainie przyjechała do Nowej Rudy na zaproszenie Fundacji Odnowy Ziemi Noworudzkiej. Młodzież ucząca się na codzień w jednej z miejscowych szkół średnich wspólnie z 40 uczniami noworudzkich szkół realizowała projekt „Akademia Obywatelska” dofinansowany przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w ramach programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich. Co ciekawe, do przyjazdu młodych Ukraińców nie doszłoby, gdyby nie Renata Klęczańska. Przed laty pracowała w Szkole Podstawowej nr 1 w Nowej Rudzie, a od 10 lat jest nauczycielem j.

Andrzej Wyka, jeden z inicjatorów przeprowadzenia wraz z jesiennymi wyborami samorządowymi referendum w sprawie likwidacji noworudzkiej straży miejskiej nie ustępuje. Twierdzi, że jeśli radni nie zdecydują się dobrowolnie podjąć uchwały o przeprowadzeniu referendum, to sami doprowadzą do jego organizacji. Dlaczego akurat referendum? - W przeciwieństwie do np. konsultacji społecznych, rozstrzygnięcie referendum jest wiążące dla władz samorządowych - przekonuje Wyka.

Noworudzki areszt do dzisiaj nie działa pomimo jego oficjalnego otwarcie przed dwoma miesiącami. Pierwszych zatrzymanych miał zacząć przyjmować na początku czerwca. Nie przypuszczano jednak wtedy, że nikt nie wystartuje w ogłoszonym przez Komendę Wojewódzką Policji przetargu na wyłonienie firmy, która będzie dostarczać jedzenie zatrzymanym aż do 2017 r. W efekcie przetarg musiał zostać unieważniony. Nowy ogłoszono dopiero przed tygodniem (czwartek, 17 lipca). Nie wiadomo jednak, czy tym razem uda się go rozstrzygnąć.

Pomimo że od ponad 7 miesięcy Dwór Sarny w Ścinawce Górnej ma nowych właścicieli, to nadal w folwarcznych budynkach mieszka ponad 20 osób. Burmistrz Jan Bednarczyk co prawda zapowiedział, że ich przesiedli do nowych mieszkań, ale następuje to bardzo powoli. W czerwcu pierwsza z mieszkanek Saren przeniosła się do mieszkania w Ścinawce Śr., jakie przydzielili jej radkowscy urzędnicy. I to właśnie jej wnuczek jest oskarżony o dokonanie kradzieży na terenie „Saren”. W czerwcu ukradł elementy XIX wiecznej balustrady małego dziedzińca dworskiego, aby sprzedać je chwilę później na skupie złomu.

Nie opublikowano jeszcze żadnej treści na stronie głównej.