Reklama

Psy z Dzikowca zaatakowały dziecko

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: ugryzienie jednego z psów (użyczone)

Psy z Dzikowca zaatakowały dziecko - Zdjęcie główne

foto ugryzienie jednego z psów (użyczone)

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Mieszkańcy boją się o siebie i swoje pociechy. Sprawę znają policjanci, lekarz weterynarii, sołtys, wójt i urzędnicy. Nie ma jednak mocnych na Pana Krzysztofa i jego psy.

To tylko kwestia czasu kiedy w Dzikowcu dojdzie do tragedii. Mieszkańców paraliżuje strach. Boją się psów pana Krzysztofa, które zaczęły atakować ludzi. - Syn wracał ze szkoły. Wszedł do sąsiadów, żeby oddać koledze rękawiczki. Gdy wychodził już z domu, został zaatakowany przez psa. Najpierw z przodu, ale gdy się obronił, to pies zaatakował od tyłu. Złapał od tyłu za zgięcie na kolanie - mówi o zdarzeniu z 9 kwietnia wstrząśnięta Marta Bojanko. Rodzice zabrali dziecko do szpitala. Tam lekarze dali zastrzyk, opatrzyli ranę i kazali obserwować. - Nie mogli rany zaszyć, bo nie wiadomo, czy pies był szczepiony. Kazali wypłukiwać, przemywać ranę i obserwować - zaznacza pani Marta. Nakazali, ale nie zabrali Wezwana na miejsce policja nakazała mężczyźnie zawieźć psa na obserwację. Jednak jak informuje nas matka poszkodowanego chłopca, ostatecznie pies na nią nie trafił. Ale nikogo z mieszkańców to nie dziwi. 15 psów znajduje się w jednym domu. – Na podwórku biega 4-5 psów. W domu jest ich 15. W jednym pomieszczeniu trzymane są mniej agresywne, a w drugim bardziej. Tam są tylko dwie suki. Psy są agresywne. Do domu nie można wejść, bo taki tam panuj bród i smród - alarmuje pani Marta. Bestie zaczynają atakować Mieszkańcy są przerażeni. Na pana Krzysztofa i jego psy nie ma mocnych. - Sąsiadka była świadkiem jak psy na żywca zjadły kota. Atakują sarny, bo na podwórku leżą kości. My się boimy. Te psy biegają nie tylko po swojej posesji, ale też poza nią. Dzieci nie mogą się bawić, biegać - twierdzi pani Marta Bojanko. Sprawę znają urzędnicy, sołtys Dzikowca i Powiatowy Lekarz Weterynarii. Ten ostatni jeszcze tydzień temu twierdził jednak, że psy nie stanowią zagrożenia dla mieszkańców i samego właściciela. Teraz o pogryzieniu dziecka, pracownicy PLW dowiedzieli się od naszych dziennikarzy. - Nic mi w tym temacie nie wiadomo. Jest Pani pierwszą osobą, która o to zdarzenie pyta. Jutro podejmiemy interwencję w tej sprawie. Na pewno ktoś od nas zostanie wysłany w to miejsce. Podejmiemy rutynowe działania. Zrobimy dochodzenie. Zarządzimy obserwację psa, być może nawet jego izolację. Sprawa tych psów jest nam znana od października ubiegłego roku, ale właściciel nas nie wpuszcza lub gdy przyjeżdżamy nie ma go w domu - tłumaczył we wtorek, 10 kwietnia zastępca Powiatowego Lekarza Weterynarii w Bystrzycy Kłodzkiej, Marek Majewski. Wiedzą wszyscy Tajemnicą poliszynela są problemy mieszkańców Dzikowca związane z psami Pana Krzysztofa. Wszyscy wiedzą, ale nikt nic nie robi. - Sprawa Pana Krzysztofa jest obecnie w toku i w konsultacji z Urzędem Gminy Nowa Ruda - jeszcze tydzień temu informowała nas sołtys Dzikowca, Agnieszka Tomczuk. Od tej pory nic się nie zmieniło. Pytamy, czy musi dojść do tragedii, żeby mieszkańcy Dzikowca mogli zacząć żyć spokojnie? Czy biurokracja jest w tym przypadku ważniejsza od ludzkiego zdrowia, a być może nawet i życia?

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy