Reklama

Nie wierzą, że był trzeźwy?

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Nie wierzą, że był trzeźwy? - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Może skomplikować się sprawa strażaka – kierowcy z Jugowa, który wraz z dwoma innymi strażakami wylądował w rowie jadąc wozem bojowym wartym milion złotych i go niszcząc.

Z nieoficjalnych informacji do jakich dotarli nasi dziennikarze wynika, że choć strażakowi nie udowodniono jazdy po pijaku, to i tak nie ma co liczyć na powrót do jednostki. Strażak – kierowca uciekł z miejsca zdarzenia. Do szpitala w Polanicy Zdroju trafił dwa dni później. Ekipa pogotowia ratunkowego odnalazła go na ulicy. I dopiero wtedy wykonano badania toksykologiczne, aby sprawdzić, czy nie był on pod wpływem alkoholu i środków odurzających. Wyniki przyszły po kilku tygodniach. Według nich kierowca był czysty. Nie wykryto też alkoholu, czemu nie trudno się dziwić. - Badania toksykologiczne mogą potwierdzić, czy badana osoba zażywała środki odurzające nawet kilkanaście dni po ich zażyciu. Ślad po zażyciu takich substancji utrzymuje się w organizmie dość długo. Inaczej jest w przypadku alkoholu. Przy jego niewielkiej ilości, już w kilka godzin po wypiciu, może nie być po nim śladu. No chyba, że ktoś ma 5 promili, to wtedy ten proces może trwać dłużej - mówi nam Jan Sałacki, szef kłodzkiej prokuratury. Nie dziwi zatem fakt, że dwa dni po zdarzeniu, badanie na zawartość alkoholu we krwi nic nie wykazało. Przypomnijmy jednak, że koledzy po fachu, z którymi strażak jechał na akcję, byli pijani. Jednak z promilami? Ciężki orzech do zgryzienia będzie miał zarząd OSP Jugów, który wyrzucił całą trójkę ze swoich szeregów. Z nieoficjalnych informacji jakie docierają do naszej redakcji może wynikać, że strażak – kierowca choć pijany oficjalnie nie był, to na powrót nie ma co liczyć. - Jugów to nie Warszawa. Tu wszyscy się znają i wszyscy, wszystko widzą... To tłumaczyłoby też jego ucieczkę z miejsca zdarzenia - mówi nam nieoficjalnie jeden ze strażaków (dane do wiadomości redakcji). Czy zarząd OSP Jugów podtrzyma swoją decyzję, czy jednak bazując na wynikach badań toksykologicznych przywróci strażaka-ochotnika do służby? A może przeprowadzi własne, prywatne śledztwo? Tego dowiemy się dopiero po zebraniu zarządu. Szybko to jednak nie nastąpi, bo prezes Zenon Kowalczyk, o dacie zebrania - pytany przez nas w ostatnich tygodniach już kilkakrotnie - mówić nie chce. Oficjalnie ze względu na okres wakacyjny, ale jak zapowiada - wielkiej rewolucji nie będzie.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy