Reklama

Nowa Ruda: zdalna szkoła okiem rodzica

Opublikowano: czw, 3 gru 2020 16:26
Autor:

Nowa Ruda: zdalna szkoła okiem rodzica - Zdjęcie główne

Diana Lisowska – Panek ma dwójkę dzieci, które uczą się teraz zdalnie

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Diana Lisowska – Panek jest mieszkanką Nowej Rudy. Ma dwójkę dzieci. Córka ma 12 lat i jest uczennicą 7 klasy szkoły podstawowej, a syn ma lat 11 i uczęszcza do klasy 6.

W Nowej Rudzie, jak i w całej Polsce szkoły pozostaną zamknięte przynajmniej do połowy stycznia. Tak dziś mówi rząd. Problem w tym, że te decyzje zmieniają się jak w kalejdoskopie. Dziś dzieci wciąż uczą się w domach, a w nauce wspierają ich rodzice. Agnieszka Góralczyk w rozmowie z mamą dwójki dzieci - Dianą Lisowską-Panek z Nowej Rudy ujawnia blaski i cienie zdalnego nauczania.

 

Plusy zdalnej nauki to?

Na pewno znalazłam plus ekonomiczny, bo dzieci nie potrzebują nowych ubrań (śmiech). Każde z nich miało zawsze np. 5 par dresów, żeby chodzić do szkoły, a teraz obskakują w trzech. Nie muszę się przejmować, czy jest tam jakaś dziurka, czy nie, bo i tak tego nie widać. Nie muszę też tego prasować, więc odpada prasowanie (śmiech). Plusem jest też to, że u mnie zawsze ktoś w domu jest. Jak nie ja, to mąż. Moje dzieci wiecznie przynosiły mi kanapki ze szkoły, więc teraz mam nad tym kontrolę. Mogę posadzić ich przy stole i powiedzieć: teraz macie przerwę, więc macie zjeść. Plusem jest też to, że mogę podsłuchać o czym są lekcje i wiem co dokładnie mają zadane. I na tym te plusy się kończą.

 

A minusy. Co jest najgorsze w nauce zdalnej dla dzieci?

Dla moich dzieci najgorsze jest to, że nie mają kontaktu z rówieśnikami. To jest dla nich dramat. Jeszcze chwała Bogu, że jest ich dwójka. Rozmawiam też z innymi rodzicami. Widzę kolegów i koleżanki Zuzi i Kacpra, którzy są jedynakami i niektórzy mają ogromny problem, bo zostali sami w domu z rodzicami. Dzieci bardzo mocno to przeżywają.

 

A co jest w tym wszystkim najgorsze dla Was, rodziców?

To, że my pełnimy rolę edukacyjno-wychowawczą w domu. Taką typową, którą pełni nauczyciel w szkole. Jak dziecko ma problem z zalogowaniem się, to trzeba mu pomóc. Jak rozwiązuje zadanie, to na lekcji normalnie nauczycielka podeszła, zapytała czego nie wie i pomogła, bo widziała, że sobie nie radzi z czymś. A tu po wyłączeniu kamery, nauczyciel dziecka nie widzi i robi się problem. Język polski, historia, geografia. To przedmioty, z których każdy rodzic może pomóc.

 

Ale jak jest z językami obcymi, matematyką, chemią, czy fizyką?

My na szczęście z mężem nadążamy z programem, który jest w szkole podstawowej. Nie wiem, co byłoby gdyby dzieci były w szkole średniej. Tu nie gwarantuję sukcesu, bo jeszcze fizykę i chemię na etapie szkoły podstawowej jestem w stanie załapać. Ale dalej nie wiem co będzie. Nad matematyką też cały czas czuwam. Teraz na języku polskim zajmują się gramatyką, bo wcześniej pisali tylko wypracowania. Dla mnie ta gramatyka jest przerażająca. Muszę się jej uczyć, żeby im wytłumaczyć.

 

A języki obce?

Na szczęście oba języki, czyli niemiecki i angielski, których się uczą znam, więc na poziomie podstawówki - również przy pomocy książek - jestem w stanie im wytłumaczyć. Ale jakby było w szkole średniej, tego już nie wiem. Zuzia i Kacper mają korepetycje z j. angielskiego.

 

A jak wyglądają lekcje wychowania fizycznego?

Ćwiczę z nimi, a nauczyciele działają dwutorowo. Z jednej strony zadają im coś z teorii np. ilu zawodników ma drużyna koszykówki, a ilu siatkówki, jak wygląda piłka, jakie rozmiary ma boisko itp. To informacje, które znajdą w internecie i odpowiadają wówczas nauczycielowi na pytania, ale też ćwiczą. Nauczyciel prosi, żeby włączyli kamery, założyli dres, jak mogą żeby wyszli na dwór, żeby pokazali jak ćwiczą. Mają normalną rozgrzewkę jak na lekcjach. W-f mają 4 razy w tygodniu i po 10-15 minut ćwiczą.

 

A nauczyciele wciąż tak dużo zadają jak podczas pierwszej fali epidemii?

Przy pierwszym lockdownie dzieci miały dużo zadawane i musiały to odrabiać, ale było mniej zajęć online. Nie było np. wszystkich lekcji j. polskiego, bo w części nauczyciele wysyłali tylko materiały i uczniowie mieli sami te materiały przerobić w swoich domach. W tygodniu spotykali się dwa razy na lekcje online, a przecież lekcji j. polskiego powinny być cztery. Teraz wszystkie lekcje odbywają się online. Z tym, że jak nie ma nauczyciela w-fu, to nie ma zastępstw. Ale było nawet tak, że Zuzia na pierwszej lekcji miała zaplanowaną chemię i nie było akurat nauczyciela, więc w to miejsce miała zajęcia z historii.

 

Jak teraz wyglądają czasowo lekcje i przerwy?

Lekcje są trochę krótsze, bo trwają po 30-35 minut. Nie wszyscy nauczyciele się do tego jednak stosują i czasem dzieci siedzą po 45 minut przed monitorem. I to jest dramat. Dzieci uczą się zgodnie z planem lekcyjnym.

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy