Reklama

Rany zadane nożem

Opublikowano: czw, 27 cze 2019 00:00
Autor: | Zdjęcie: foto: użyczone Janusz Bartkiewicz w sierpniu 1997 r. To on zajmował się ustalaniem przyczyny śmierci kobiety.

Rany zadane nożem - Zdjęcie główne

foto foto: użyczone Janusz Bartkiewicz w sierpniu 1997 r. To on zajmował się ustalaniem przyczyny śmierci kobiety.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości 21 sierpnia 1997 r. znaleziono całkowicie roznegliżowane zwłoki kobiety, leżące za kioskiem spożywczym przy ul. Niepodległości w centrum Nowej Rudy.

Jak skończyła się ta historia - wspomina Janusz Bartkiewicz, ówczesny naczelnik wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Wałbrzychu. Do tego zabójstwa doszło 20 sierpnia 1997 r. Janusz Bartkiewicz przebywał wówczas w Szczytnej, gdzie swoją bazę miała zorganizowana grupa operacyjna o kryptonimie Narożnik, zajmująca się zabójstwem dwójki studentów w Parku Narodowym Gór Stołowych. Rany ujawnione na zwłokach Na brzuchu kobiety widoczne były dwie rany zadane prawdopodobnie nożem. Obok zwłok tkwił nóż wbity w ziemię. Garderoba kobiety była rozrzucona wokół ciała, a na ziemi znaleziono dwie prezerwatywy i butelkę, na której ujawniono ślady linii papilarnych. Na miejsce Janusz Bartkiewicz pojechał z dwoma kolegami z grupy „Narożnik”. Tam działała już ekipa kryminalistyczna z Komendy Rejonowej Policji w Nowej Rudzie i policjanci z sekcji kryminalnej oraz dochodzeniowej. Do policjantów dołączył też Henryk Brudnik, który jako dochodzeniowiec z KWP w Wałbrzychu „obsługiwał” jednocześnie dwa wcześniejsze zabójstwa, czyli Magdaleny Sz. ze Szczytnej (10 sierpnia 1997 r.) i studenckiej pary w PNGS (17 sierpnia 1997 r.). Zwłoki Marii M. Szybko ustalono, że są to zwłoki Marii M. - mieszkanki Nowej Rudy. Mężatki, matki dwójki dzieci, której życie małżeńskie nie układało się najlepiej. Ona zaczęła w pewnym momencie nadużywać alkoholu, a mąż zaczął interesować się innymi kobietami, czego przed nią nie ukrywał. Zdarzało się, że kochanki przyprowadzał do domu. 20 sierpnia pomiędzy małżonkami znów doszło do nieporozumień. Najpierw w miejscu pracy męża, bo ten nie dał jej pieniędzy, a później wieczorem w domu. Po tej drugiej awanturze kobieta wyszła z domu. Wychodząc była już nietrzeźwa, a spotkanej koleżance skarżyła się, że mąż znów sprowadził kochankę do domu. Prosiła ją też o pożyczkę, ale jej nie dostała. Taki sam skutek przyniosły próby pożyczenia pieniędzy od kolejnych dwóch lub trzech znajomych kobiet. Zrezygnowana kobieta poszła do restauracji „Rycerska”, gdzie jedną z kelnerek poprosiła o paczkę papierosów na przysłowiową „krechę”. Nie dostała ich. Kobieta przysiadła się więc do dwóch mężczyzn pijących piwo, którzy postawili jej piwo. W restauracji siedzieli do godz. 21.00. Następnie wyszli we trójkę na zewnątrz lokalu. Po jakimś czasie jeden z mężczyzn udał się do mieszkania, a ona z drugim poszła na ul. Niepodległości pod sklep spożywczy. Mężczyzna kupił dwa wina, z którymi poszli na zaplecze lokalu, gdzie je wypili. Rozbieraj się Nagle mężczyzna wyjął nóż i kazał się kobiecie rozbierać. Ponieważ się opierała, uderzył ją kilka razy pięścią w twarz, a następnie rozciął jej ubranie nożem. Grożąc, że ją zabije przykładał jej nóż do gardła. Podczas sekcji ujawniono na nim ślady ostrza. Później zadał jej dwie głębokie rany kłute brzucha. Po tym wszystkim zabrał puste butelki i poszedł do sklepu, by je zwrócić. To wtedy ekspedientka zauważyła na jego dłoniach jakieś czerwone ślady, podobne do krwi. Do gwałtu prawdopodobnie nie doszło, bo nie znaleziono żadnych śladów wskazujących na motyw seksualny. Maria M. wykrwawiła się. Badania krwi i moczu wykazały też bardzo wysokie stężenie alkoholu. We krwi wynosiło ono 3,4 promila, a w moczu aż 5,4 promila. Zatrzymano 25-latka Zatrzymany mężczyzna nie przyznawał się do tego, aby znaleziony na miejscu zbrodni nóż był jego. Udało się jednak dotrzeć do świadków, którzy ten nóż widzieli u niego, a także zeznali, że po spożyciu alkoholu staje się on bardzo agresywny. Zwłaszcza w stosunku do osób, które nie chcą mu się podporządkować lub mają do niego krytyczny stosunek. Był to osobnik prowadzący włóczęgowski tryb życia, a swój dobytek (ubrania i inne przedmioty) trzymał w torbie, którą przechowywał w jakiejś skrytce. Policjanci skrytkę znaleźli, a wraz z nią torbę, w której był sweter poplamiony krwią. Od razu poddano go badaniom kryminalistycznym w ówczesnej Akademii Medycznej we Wrocławiu. Z nożem był problem, bo ślady papilarne na rękojeści były na tyle zniszczone, że nie udało się ich wykorzystać do badań porównawczych. Przesłuchania Po zatrzymaniu i podczas kolejnych przesłuchań mężczyzna twierdził, że on tylko kupił te wina i zostawił kobietę w towarzystwie innego mężczyzny. Pech chciał, że tamten mężczyzna miał mocne alibi i uzyskał wówczas status ważnego świadka. Nie udało się też symulowanie otępiałości umysłowej, a przysłowiowym „gwoździem do trumny” okazały się wyniki badania krwi ujawnionej na zabezpieczonym swetrze. Eksperci wykazali, że była to krew denatki. Podczas procesu sądowego, który zakończył się w 1998 r., prokuratura wykazała jego bezsprzeczne sprawstwo i mężczyzna został skazany.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy