Reklama

Udusił, bo chciała alimentów?

Opublikowano: pt, 14 cze 2019 00:00
Autor: | Zdjęcie: Janusz Bartkiewicz, Wydział Kryminalny 1997 rok.

Udusił, bo chciała alimentów? - Zdjęcie główne

foto Janusz Bartkiewicz, Wydział Kryminalny 1997 rok.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Najpierw o planowanej zbrodni opowiedział studentkom. Później jej dokonał, a następnie otwarcie się do niej przyznał.

Janusz Bartkiewicz, były szef wydziału kryminalnego ówczesnej Komendy Wojewódzkiej Policji w Wałbrzychu wspomina morderstwo, którego dokonał nieżyjący już Tadeusz P., mieszkaniec Nowej Rudy. To było na terenie Karłowa. Dwie studentki, które mieszkały w jednym z domów wczasowych, w pokojach gościnnych wybrały się na Szczeliniec. W drodze na górę spotkały mężczyznę w towarzystwie kobiety. Wywiązała się między nimi krótka rozmowa, podczas której studentki zapytały mężczyznę (rozmawiali na boku, bez towarzyszącej mu kobiety), gdzie się wybiera. Powiedział im, że ma zamiar udusić kobietę, która mu towarzyszy, tylko muszą wejść głębiej w las. Młode dziewczyny wzięły, to oczywiście za żart i poszły dalej, kierując się na Szczeliniec. Przeceniły jednak swoje możliwości i w pewnym momencie zawróciły. Kiedy doszły mniej więcej do miejsca spotkania z mężczyzną, on tam był. Zapytały go, gdzie jest jego towarzyszka. Mężczyzna odpowiedział, że ją udusił, że leży tam w krzakach i odszedł. Studentki ogarnął strach, ale zdecydowały się sprawdzić miejsce opisane przez mężczyznę. Znalazły kobietę, która faktycznie została uduszona. Milicja postawiona na nogi Zdenerwowane studentki wróciły do Karłowa. Znalazły telefon, a wówczas to były czasy, że tam był jeden, może dwa telefony. Zawiadomiły wówczas Komendę Powiatową Milicji Obywatelskiej w Nowej Rudzie. Od razu na miejsce zbrodni przyjechała ekipa milicyjna. W czasie kiedy milicjanci wykonywali czynności i oględziny, które wykonuje się na miejscu zabójstwa, podeszło do nich starsze małżeństwo z synem. Policjant gdy ich zobaczył - ten, który rozmawiał ze studentkami i od których usłyszał dokładny rysopis zabójcy - od razu rozpoznał mężczyznę, który został zatrzymany przy swoich rodzicach. Przyznał się do zbrodni Mężczyzna nie ukrywał, że dokonał zabójstwa. Został zatrzymany i skuty przez milicjantów. Prosił tylko o dwie rzeczy - żeby go nie kuli i żeby go nie bili, bo on i tak wszystko powie dobrowolnie. Tłumaczył, że udusił swoją partnerkę, bo ta powiedziała mu, że jest z nim w ciąży i będzie musiał płacić alimenty. Żeby go przekonać o tym, że mówi prawdę kobieta pokazała mu pudełko od papierosów z napisem Łukasz - to niby miał być syn i to miało być imię przyszłego dziecka. Przeprowadzona sekcja zwłok wykazała, że kobieta w ciąży nie była. Przesłuchani świadkowie z grona koleżanek i kolegów denatki zeznali, że nikomu się nie zwierzała, że ma zamiar zmusić P., nawet fałszywie mówiąc mu o tym, że jest w ciąży, do zawarcia związku małżeńskiego. Motyw, że chciała go zmusić do zawarcia małżeństwa nie potwierdził się i nie udało się wówczas. czyli w 1983 r. milicji, prokuraturze i sądowi go ustalić. Motyw do dzisiaj nie został ustalony. Kim był zabójca? To był nijaki Tadeusz P. On już nie żyje. Był górnikiem w słupieckiej kopalni. P. urodził się w 1956 r. w dzielnicy Słupiec. Swoją ofiarę, Janinę F. poznał w Słupcu w kawiarni w lipcu 1981 r. Zaczął się z nią spotykać. Zbyt wiele jednak tych spotkań nie było. Spotkali się zaledwie kilka razy. Ta znajomość nie była znajomością o takim bardzo zażyłym charakterze. Ona miała 5-letnie dziecko, a kiedy się poznali to jej dziecko miało wówczas 3 lata. Zdarzało się, że on przychodził do niej do domu, w którym mieszkała z rodzicami. W lipcu i sierpniu 1982 r. przychodził czterokrotnie i robił awantury, bo ona nie bardzo chciała się z nim spotykać. rodzice też nie byli aż tak przychylni do tej znajomości. Te awantury powodowały, że były skargi domowników i interwencje milicyjne. Dzień przed zabójstwem 16 września 1982 r. Janina F. ze swoją 5-letnią córeczkę przyszła do kawiarni Górniczego Domu Kultury, gdzie spotkała się ze swoimi koleżankami. W pewnym momencie podszedł Tadeusz P., przysiadł się i siedział razem z nimi. W międzyczasie ustalili, że ona dziecko odstawi do domu i pojedzie z nim do Karłowa. Tak też zrobili. W jednym z ośrodków wspólnie spędzili noc i następnego dnia, czyli 17 września poszli na spacer i spotkali dwie studentki... On za zabójstwo został skazany na 25 lat więzienia, ale w wyniku amnestii, która została ogłoszona w 1989 r. przez nową władzę solidarnościową, skazanym na karę śmierci wyroki zamieniano na 25 lat. A tym, którzy mieli 25 lat zamieniano na 15. P. odsiedział w więzieniu 13 lat. Na wolność wyszedł w 1995 r. Amnestia skróciła mu karę o 12 lat.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy