REKLAMA

„Pech, nieszczęście, śmierć”

Poznaj dzieje noworudzkiego zamku

Noworudzki zamek, przez wielu nazywany pałacem a przez jeszcze innych kompletnie nie kojarzony, to najprawdziwsza, średniowieczna warownia obronna. Liczne przebudowy zatarły jego pierwotny charakter obronny ale są jeszcze miejsca gdzie można zobaczyć surową, średniowieczną architekturę. Zamek przez długie lata był własnością i siedziba arystokratycznego rodu von Stillfriedów, którzy rezydowali w nim do początku XIX wieku. Dzieje naszego zamku oprócz zwykłych historii pełne są też niewytłumaczalnych zjawisk, intrygujących zdarzeń czy ludzkich nieszczęść. Z czasem przedstawię wam je wszystkie, jednak dziś zacznę do historii niespotykanego pecha i złowieszczych schodów. Na początku XVII wieku dziedzicem noworudzkich włości i kasztelanem zamku był Bernard I Stillfried. Człowiek, który jak pisano o nim w Kronice był „… nadzwyczaj wykształcony, o wielkim sercu…”. Jednak było w nim także coś, co powodowało, iż ludziom wydawało się, że obciążony jest jakimś złym fatum, jakaś złą niewytłumaczalną moc. Cale jego życie przeplatało się sukcesami zawodowymi z jednej strony, a z drugiej ciągłymi nieszczęściami, wypadkami i zdarzeniami, które musiały wpłynąć na jego psychikę. Wszystko zaczyna się od przedwczesnej śmierci pierworodnego syna. „Zły znak” - szeptano potajemnie za plecami Bernarda. Śmierć potomka, dziedzica dóbr noworudzkich nie mogła wróżyć nic dobrego. Ludzie uznali to za zły omen i wyczekiwali kolejnego nieszczęścia. To nastąpiło niebawem, niespodziewanie i w młodym wieku umiera żona Bernarda. Kolejny syn dziedzica, sukcesor rodu Stillfriedów ginie na wojnie gdzieś na terytorium Węgier. Jakby tego było mało do miasta dociera zaraza. Nieszczęście nadal nie opuszczało Bernarda. „Czarna śmierć” zabiera ukochaną córkę dziedzica Małgorzatę, pozostawiając ojca w nieopisywanej rozpaczy i bólu. Czy mogło być gorzej? Niestety tak! Druga z córek Bernarda, Helena, zakochuje się namiętnie w pewnym zacnym szlachcicu. Miłość jest odwzajemniona a kawaler zostaje zaakceptowany przez samego Bernarda Stillfrieda. Szczęśliwa Helena, tryskając radością zaprasza swojego wybrańca do noworudzkiego zamku aby ten oficjalnie zapoznał się majątkiem jej ojca. Zakochany młodzieniec musiał być pod kolosalnym wrażeniem, podczas zwiedzania niefortunnie potknął się i spadł z kamiennych schodów. Ku przerażeniu narzeczonej i przyszłego teścia kawaler nie przeżył tego nieszczęśliwego upadku. Zamek ponownie przywdział żałobne kolory. Pogrążona w żalu Helena wkrótce po tym wypadku zaniemogła i jak powiadali ludzie, „umarła ze zgryzoty”. Bernard nakazuje zamurować feralne schody aby podobny wypadek nie mógł się już powtórzyć. Jednak po śmierci córki, jak głosi legenda, dziedzic nie zdołał się już podnieść, w przygnębieniu dokonał żywota w samotności. Jedyną pamiątka tego feralnego wypadku były zamurowane schody na zamku… Czy nadal się tam znajdują?

 

Więcej ciekawych historii znajdziesz na: Nowa Ruda Neurode Tajemnice, zagadki, historia

Dodaj komentarz

Komentarze dla artykułu (0): „Pech, nieszczęście, śmierć”

71-letnia mieszkanka Nowej Rudy trafiła do szpitala po tym jak została potrącona.

W Radkowie będzie nowy hotel. Bednarczyk buduje do niego nową drogę
Zamów reklamę

Skontaktujemy się z Tobą

Interesujesz się reklamą w gazecie? Może chcesz wynająć billboard lub promować się na tym portalu internetowym. Uzupełnij poniższe dane, a uzyskasz ofertę dostosowaną do Twoich potrzeb.
Formularz został wysłany.
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. ×